- Kiedy? - zapytałam z niepokojem.
- Dzisiaj o 15:00 rozpocznie się atak. Będę musiał przybyć z nimi, ale obiecuję ci, że od razu zacznę cię szukać. Gdy zacznie się wojna.
- Nie zostawiaj mnie.
- Nigdy cię nie zostawię. Przeszliśmy już tyle, mimo przeciwności losu. Mnie wydziedziczą, ciebie może znienawidzą, ale kochamy się. Kocham cię Miona.
- Ja ciebie też Draco. - Złączyliśmy się w długim i czułym pocałunku. Gdyby ktoś mi powiedział, że kiedyś będę z Draconem Malfoy'em, to wyśmiałabym go. Nawet dla mnie do dzisiaj wydaje się to nierealne.
Odsunęliśmy się od siebie, lecz dalej staliśmy wtuleni całym ciałem. W żadne pożegnanie nie włożyłam tyle uczuć i emocji, co w to.
- Muszę już iść - oznajmił ze smutkiem Malfoy. - Zobaczymy się później. Gdy zacznie się to wszystko. - Ostatni raz mnie pocałował i wyszedł. Zaczęłam płakać. Nie wiedziałam co się teraz z nami stanie. Czy pokonamy wszystkie przeszkody? Czy pozwolą nam żyć w spokoju? Czy w ogóle przeżyjemy?
Nawet nie wiem kiedy i jak Śmierciożercy wtargnęli do szkoły. To stało się tak szybko, że straciłam poczucie czasu. Teraz wszędzie widzę tylko błysk rzucanych zaklęć. Nigdzie nie mogę znaleźć Dracona. Nagle podbiegł do mnie Ron i Harry. Nic nie wiedzą o moim związku ze Ślizgonem.
- Hermiona! Gdzie byłaś?
- Teraz to nie ważne. Co robimy? - próbowałam przekrzyczeć huk wybuchów.
- Ty z Ronem idźcie po kieł Bazyliszka. Ja znajdę Diadem Roweny. Szybko! - Harry pobiegł schodami, a ja z Ronem do Komnaty Tajemnic. Złapał mnie za rękę. W tamtym momencie miałam ochotę powiedzieć mu o mojej miłości do jego wroga, ale uznałam, że nie jest to odpowiednia chwila. Nie wiedziałam jak oświadczyc to Ronowi. A Harrym raczej nie będę miała problemu, lecz wiedziałam jaki jest rudzielec. Wreszcie dobiegliśmy do Komnaty.
- Weźmy szybko te kły i uciekajmy stąd! - Podbiegłam do szczątków Bazyliszka i wyrwałam dwa kły. Już miałam biec do wyjścia, ale rudy przyjaciel złapał mnie za rękę.
- Muszę jeszcze coś zrobic. - Nie zdążyłam zareagowac. Weasley przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Od razu mu się wyrwałam.
- Co ty wyprawiasz?!
- Myślałem, że czujesz to samo. - Złapał mnie za rękę. - Nie widzisz, że jesteśmy sobie przeznaczeni? Kocham cię Hermiona.
Byłam w totalnym szoku. Tylko tego brakowało. Żeby mój najlepszy przyjaciel się we mnie zakochał. Wyrwałam rękę z jego uścisku.
- Ron wybacz, ale ja kocham cię tylko jako brata. Nic więcej, ale...
- Spotykasz się z kimś? - nie dał mi dokończyc. Nie mogłam go dłużej oszukiwac. Musiał poznac prawdę.
- No więc... tak. Nie powiedziałam tego tobie i Harry'emu, bo pomyślałam jak zareagujecie.
- Kto to jest Miona?
- To... to Draco Malfoy. - Rona zamurowało. Nigdy nie widziałam takiego wyrazu niedowierzania i wściekłości jednocześnie.
- Spotykasz się z tym Śmierciożercą?! Może jesteś szpiegiem i przekazujesz mu informacje z Zakonu Feniksa?!
- Jak możesz? Draco jest po naszej stronie! I nikomu nie donoszę!
- Zresztą nieważne! Nie mam ochoty na ciebie patrzec. Brzydzę się tobą. Dopilnuję, żeby tamten morderca zginął. - Przy wyjściu zabrał dwa kły i już go nie było. Zaczęłam szlochac. Nie przypuszczałam, że tak źle to zniesie. Ale to nie czas na załamywanie się. Musiałam pomóc Harry'emu zniszczyc horkruksy i znaleźc Dracona.
Otarłam szybko łzy i wybiegłam za Ronem. Niestety, już go nie było. Wyszłam na schody i na szczęście stał tam Harry.
- Harry! Harry! - Podbiegłam i mocno go przytuliłam. Bałam się, że coś mu się stało. Od razu odwzajemnił uścisk.
- Mionka! Martwiłem się o ciebie. Wiem wszystko o tobie i Malfoy'u. - Próbowałam się od niego odsunąc, ale nie puścił mnie. - Domyślałem się tego od dawna, do chwili, gdy Ron mi to dziś powiedział.
- On nie chce mnie znac. Brzydzi się mną. - Poczułam napływające do oczu łzy.
- Daj mu czas. Na pewno kiedyś zrozumie, przecież jest w tobie zakochany. Musisz wiedziec, że ja nie mam nic przeciwko. Jest po naszej stronie, a ty jesteś z nim szczęśliwa. To mi wystarczy.
- Dziękuję Harry! Jesteś najlepszy. - Pocałowałam go w policzek. - Pomógłbyś mi go poszukac?
- Oczywiście, ale najpierw załatwmy Voldemorta.
Obserwowałam całą scenę walki z Czarnym Panem. Bardzo chciałam pomóc mojemu przyjacielowi, ale wiedziałam, że on musi to zrobic. Na szczęście udało się. Cieszyłam się, a jednocześnie byłam roztrzęsiona. Tyle osób zginęło lub było rannych, a na dodatek nie mogłam znaleźc mojego ukochanego. Bałam się o najgorsze.
Nagle w tłumie dojrzałam blond czuprynę i piękne stalowoszare oczy, które zawsze patrzyły na mnie z czułością. Głośno go zawołałam.
- Draco! Draco!- Dojrzał mnie. Chwilę się przyglądał i zaczął iśc w moją stronę. Wydawało mi się, że minęła wiecznośc, zanim do mnie podszedł. Rzuciłam mu się na szyję. Wybuchłam niekontrolowanym płaczem. Blondyn otarł delikatnie moje łzy.
- Nie płacz. Już wszystko dobrze, skarbie. Już tu jestem.
- Nigdy mnie już nie zostawiaj. Tak się o ciebie bałam. Myślałam, że nie żyjesz. - Tuliłam go coraz mocniej, jakbym bała się, że zniknie. - Musimy iśc do Harry'ego. Spokojnie, wie o nas.
- Łasica też wie? - Spięłam się i on to wyczuł. - Co się stało?
- On... on się we mnie zakochał, - Teraz to Draco się spiął. - a ja go odtrąciłam i powiedziałam o nas. Powiedział, że się mną brzydzi i dopilnuje, żebyś zginął.
- Nie jest ciebie wart. Nigdy nie był twoim przyjacielem, skoro tego nie zaakceptował. I nic mi nie zrobi, przecież i tak przegrałby ze mną pojedynek. - Uśmiechnęłam się. Teraz miałam pełne poczucie bezpieczeństwa.
Podszedł do nas Potter. Ku mojemu zdziwieniu wyciągnął rękę do Malfoy'a.
- Myślę, że powinniśmy się pogodzic, dla dobra Herm. Ona na pewno tego chce. - Przytaknęłam delikatnie. - Jest dzięki tobie szczęśliwa, więc ja też wtedy jestem szczęśliwy. - Smok uścisnął rękę Wybrańca.
- Ty jesteś jej najlepszym przyjacielem i nie wybaczyłaby mi, gdybyśmy się nie tolerowali. Przy tobie też jest szczęśliwa, zastępujesz jej brata, którego nie ma. Pogódźmy się, Potter. - Byłam wniebowzięta. Nie sądziłam w najskrytszych marzeniach, że to się stanie. Niestety, Weasley przerwał tą magiczną chwilę.
- Urocza sielanka. Nawet ty, Harry? Jak mogłeś?!
- Ron, oni są ze sobą bardzo szczęśliwi. Zrozum to. Skoro Malfoy sprawia, że Miona się uśmiecha, to musiałem go przeprosic. A zresztą, był i jest po naszej stronie. Został zmuszony do noszenia Mrocznego Znaku. Zostaw ich w spokoju.
- To już nie od ciebie zależy. Panowie, tu jest ten morderca! - Podeszło do nas dwóch mężczyzn, zapewne Aurorzy.
- Pan Dracon Lucjusz Malfoy? - Ślizgon przytaknął twierdząco. - Pójdzie pan z nami. Jest pan oskarżony o zdradę ZF i zabicie kilku członków tej organizacji.
- Co?! Draco od początku był po naszej stronie. Nigdy nie zabił żadnego czarodzieja z Zakonu Feniksa. Ron odwołaj to! - błagałam, ale był nieugięty. Udawał, że nie słyszy.
- Herm, pójdę. Nie mam sobie nic do zarzucenia, więc nie powinienem się obawiac. - Nie chciałam go puścic, ale musiałam. Pocałował mnie czule na pożegnanie i przytulił. - Potter, opiekuj się nią, do mojego powrotu. - Aurorzy go wyprowadzili. Chciałam pobiec za nimi, ale Harry mi nie pozwolił. Znowu zaczęłam płakac.
- Harry, czy nigdy nie pozwolą nam życ spokojnie? Mam już tego dośc.
- Cii, wszystko będzie dobrze. Nie płacz.
Dwa dni później dostałam list od Draco, w którym napisał, że mogę go odwiedzic. Ucieszyłam się, bo nie zamknęli go w Azkabanie. Trzymają go w areszcie w siedzibie Ministerstwa Magii.
Jak najszybciej uszykowałam się i wyruszyłam w odwiedziny. Nie informowałam Harry'ego, bo i tak później się dowie. Szybko dotarłam nas miejsce, Podeszłam do strażnika.
- Dzień dobry. Przyszłam w odwiedziny do Dracona Malfoy'a.
- Poproszę pani dowód osobisty. - Wyjęłam go z torebki i podałam. Chwilę potem go odzyskałam. - Proszę za mną, panno Granger.
Windą zjechaliśmy na najniższy poziom. Było to duże pomieszczenie z długim korytarzem. Po obu stronach były rozmieszczone identyczne cele z łóżkiem, półką i oknem. Nic więcej. Przeraziłam się, że w takich warunkach trzymają mojego chłopaka.
Wreszcie doszliśmy do właściwej celi. Strażnik otworzył drzwi.
- Mają państwo 40 minut. - Wyszedł. Wiedziałam, że nie da im tej satysfakcji, więc nic nie jadł i nie pił. Nie chciał byc na ich łasce. Pocałowałam go namiętnie.
- Jak się trzymasz? - O dziwo, to on zapytał mnie.
- Nie jest tragicznie. Lepiej mów co u ciebie?
- Termin rozprawy wypada za 3 dni. Nie mam raczej szans.
- Co ty mówisz? Znajdziemy adwokata, świadków, którzy za nas poręczą. Będzie dobrze. Przecież jesteś niewinny.
- Ale kto uwierzy synu Śmierciożercy? To koniec. - Jak on mógł tak mówic?
- Nie możesz się poddawac! Nie dam rady życ bez ciebie. Zauważyłam, że nic nie jesz.
- Nie zjem nic, co oni mi dadzą. Słuchaj, a co tam u Pottera?
- Bardzo mnie wspiera. Bez niego nie dałabym rady - powiedziałam ze smutkiem.
- A młoda Weasley? Albo ci bliźniacy? - Spuściłam głowę i ze łzami w oczach pokręciłam głową. Zrozumiał aluzję i pocałował mnie w czoło. Tylu ludzi zginęło. Przyszedł strażnik.
- Czas odwiedzin minął. - Popatrzyłam na niego ze smutkiem. Dopiero za 3 dni się zobaczymy.
- A o której godzinie rozpocznie się rozprawa?
- O 12:00 na sali nr 58. Do zobaczenia Hermionka. - Strażnik wyprowadził mnie z celi.
Nadszedł dzień rozprawy. Sama obawiałam się o decyzję sądu. Mieliśmy dobrego adwokata, bo był on adwokatem rodziny Malfoy'ów, ale mieliśmy niewiele osób, które broniłyby Draco. Nie wiedziałam, czy pozwolą mi się z nim wcześniej zobaczyc. Mój najlepszy przyjaciel dopiero dotarł do sądu. Pocałował mnie szybko w policzek i zaczął się tłumaczyc.
- Przepraszam, że tak długo. Musiałem coś jeszcze załatwic. Dobrze, że się nie spóźniłem. Widziałaś się z nim? - Pokręciłam przecząco głową.
- Nie wiem, czy mi pozwolą. Boże Harry, tak bardzo się boję.
- Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. - Zza zakrętu wyłonił się szarooki blondyn. Niestety, nie zdążyliśmy się odezwac, a już zabrali go na salę. Podszedł do nas adwokat.
- Zaczynamy. Zapraszam na salę. - Weszliśmy za nim. Poprowadził mnie i Harry'ego do ławy obrońcy. Przez drzwi weszli ławnicy i sędzia, którym został sam Minister Magii, Kingsley Shacklebolt. Wstaliśmy.
- Proszę usiąśc. Zebraliśmy się tu, aby rozpatrzec sprawę Dracona Lucjusza Malfoy'a, który oskarżony jest o zdradę i zabicie kilku członków Zakonu Feniksa. Czy oskarżony przyznaje się do zarzucanych mu czynów? - Draco, który siedział tuż obok mnie, wstał.
- Nie, nie przyznaję się do niczego. Jestem niewinny.
- To się jeszcze okaże. Będziesz zeznawał?
- Oczywiście. - Starał się mówic spokojnie, ale wyczułam w nim zdenerwowanie. - Zostałem zmuszony do wypalenia Mrocznego Znaku. Nigdy tego nie chciałem. Gardzę moim ojcem, który był potworem i tchórzem. Ale ja taki nie jestem. Przeżyłem piekło w kręgach Śmierciożerców i Voldemorta. Nigdy nie zabiłem człowieka, a co dopiero członka ZF. Profesor Dumbledore o tym wiedział. To wszystko co chciałem powiedziec. Nie mam sobie nic do zarzucenia. - Usiadł.
- Proszę wstac. Nie pozwoliłem panu usiąśc. - Blondyn zirytowany wstał. - Jednak miał pan kontakty ze Śmierciożercami. Mógł pan przekazywac im informacje.
- Chyba na odwrót. Przekazałem wiele Zakonowi.
- To prawda! - Wstałam szybko z miejsca. - Gdyby Dracon nie przekazał mi, że Czarny Pan chce nas zaatakowac, to byśmy nie przeżyli.
- Proszę nie przerywac, panno Granger. - Byłam oburzona. Musiałam go bronic, chyba po to tu przyszłam. - Teraz przejdźmy do morderstw. Pan Ronald Billius Weasley zarzeka, że widział, jak dokonał pan morderstwa na Lavender Brown. - Dopiero teraz zauważyłam Rona po drugiej stronie sali, na miejscu oskarżyciela. - Jak się pan do tego odniesie?
- Ten rudy paszczur kłamie!
- Proszę się uspokoic! Tylko pogarsza pan swoją sytuację.
- Wysoki Sądzie, on oskarża mnie o to wszystko tylko dlatego, że zakochał się w Hermionie. Ona go odrzuciła, bo kocha mnie i on się mści. Nawet jej groził, że dopilnuje, abym zginął. - Łzy stanęły mi w oczach na tamto wspomnienie. To przez Weasley'a Draco teraz tutaj się znalazł. To też po części moja wina. Gdybym nie była z Draco, to by dzisiaj go tu nie było.
- To nie prawda - odezwał się rudy. - Po prostu nie mógłbym wytrzymac, gdyby po ziemi chodził taki morderca i zdrajca jak ty! - Malfoy wstał z zamiarem dania w mordę łasicy, ale adwokat go przytrzymał.
- Proszę wszystkich o spokój! Panie Potter, ma pan coś do dodania? - Harry wstał.
- Tak. Mogę ręczyc za Malfoy'a. Przekazywał nam przydatne i prawdziwe informacje. To, że ma Mroczny Znak i jego ojciec był kim był, nie oznacza, że on jest taki sam. Dziękuję.
- Również dziękuję. Z racji, że mamy jeszcze inne zeznania anonimowych świadków, musimy to rozpatrzyc. Wyrok ogłosimy po 10 minutowej przerwie. - Sędzia wyszedł. Odwróciłam się do mojego ukochanego i przytuliłam go. Bardzo się bałam o decyzję końcową.
- Tak bardzo się boję - wyszeptałam rozpaczliwie. - Nie mogę życ bez ciebie.
- Mionka, bez względu na wyrok, musisz byc silna. Jeśli sąd ogłosi, że... że zostanę stracony, to i tak musisz życ. Nie załamuj się. - Tkwiliśmy w objęciach aż do przyjścia sędziego. Tego najbardziej się obawiałam. Wszyscy wstaliśmy.
- Sąd, po rozpoznaniu sprawy Dracona Lucjusza Malfoy'a uznaje go za winnego zarzucanych mu czynów i skazuje na karę śmierci, poprzez rzucenie zaklęcia uśmiercającego. - Nie mogłam w to uwierzyc. Gdyby Draco mnie nie przytrzymał, leżałabym jak długa na podłodze.
- Nie! NIE! Nie możecie! On jest niewinny! Kingsley, ty powinieneś to wiedziec! NIE!!! - zaczęłam krzyczec rozpaczliwie. Nie mogłam w to uwierzyc. Chciałam pobiec do Ministra Magii, ale przytrzymał mnie stalowooki blondyn.
- Proszę o spokój! Winny zostanie stracony o 14:30, czyli za pół godziny. W tym czasie może pożegnac się z bliskimi. Ogłaszam koniec rozprawy! - Wyszedł. Zauważyłam, że skazanemu delikatnie drżą usta, ale przede mną nie chce tego pokazac.
- Bardzo mi przykro. Robiliśmy co w naszej mocy. - próbował tłumaczyc prawnik. Podszedł do nas Ronald.
- Po co ci to było Hermiona? Gdybyś została ze mną, on by mógł życ. - Nie wytrzymałam i spoliczkowałam go tak mocno, że aż się zachwiał. Po mojej twarzy zaczęły płynąc łzy wściekłości i goryczy.
- Zniszczyłeś życie mi i jemu. Jeszcze ci mało? Nigdy ci tego nie wybaczę. Odejdź od nas. - Stał zszokowany. - Odejdź! - Gdy odszedł, rozryczałam się na dobre. Harry i Draco mnie przytulili.
- Potter, opiekuj się proszę Mioną. Wiem, że ty to zrobisz najlepiej.
- Oczywiście. Nigdy jej nie opuszczę. Nie mogę uwierzyc. Byłem pewny, że cię uniewinnią.
- Niestety, musimy się z tym pogodzic. Miona. Hej, Miona! - Spojrzałam na niego. - Nie poddawaj się. Masz całe życie przed sobą i...
- Ale bez ciebie! Co to za życie?! - Nagle, oświeciło mnie. Wiem, co powinnam zrobic. Zauważyłam dwóch Aurorów wraz z sędzią. Przyszli po niego. Przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Pocałunek wyrażał ból i tęsknotę. Nasz ostatni pocałunek. To jest aż nierealne.
- Panie Malfoy, proszę na środek. - Nie chciałam go puścic. Zbliżyłam się jeszcze do niego i wyszeptałam, aby tylko on to usłyszał:
- Do zobaczenia wkrótce. - Spojrzał na mnie zdziwiony. Wystąpił na środek sali. Auror wycelował w niego różdżkę.
- Chcesz coś jeszcze powiedziec? - spytał Minister.
- Kocham cię Hermiona! - Łzy mimowolnie płynęły. Harry objął mnie ramieniem. Wtuliłam się w niego tak, aby nie patrzec na śmierc ukochanego.
- Avada Kedavra! - W całej sali rozbłysło zielone światło. Usłyszałam dźwięk upadającego ciała. Odważyłam się, aby spojrzec. Rzuciłam się w jego stronę. Oczy, te piękne oczy, które zawsze patrzyły na mnie z czułością, zgasły. Potter po pewnym czasie odciągnął mnie od ciała blondyna, a wtedy wybiegłam z sali. Byłam pewna co robię. Wbiegłam do łazienki i wyjęłam różdżkę. Za mną przybiegł Harry.
- Herm! Co ty robisz?!
- Harry, pamiętaj, że zawsze będę cię kochac. Jesteś najlepszym przyjacielem pod słońcem, więc mam nadzieję, że mi wybaczysz. Żegnaj, a może do zobaczenia za jakiś czas. - Przystawiłam różdżkę do skroni. Usłyszałam jeszcze krzyk Harry'ego. Nie zdążył.
- Avada Kedavra! - Nastała upragniona ciemnośc...